Ja i blog, hmmm? Dziwna kombinacja, sam przyznasz. Po co mi taki ekshibicjonizm duszy i umysłu? Na pierwszy rzut oka widać mój mały ale niestety nie lekki osobisty czołg, więc i tak ukrywanie się nic nie da. W takim przeświadczeniu zostałam wychowana i dlatego będę krzyczeć całemu światu, że będąc tak cholernie małosprawną trzeba z całych sił kolorować świat. Mocno, buntowniczo udowadniać, iż można żyć na kredyt ponad ćwierć wieku... aga@elf.silesianet.pl GG: 491060 MÓJ BLOG BIERZE UDZIAŁ W KONKURSIE NA BLOG ROKU 2014 I NA TEKST ROKU - LINK W KOLUMNIE PO PRAWEJ
Kategorie: Wszystkie | SMA
RSS
środa, 16 lutego 2011
kajanie

Kajam się; mam wyrzuty sumienia, ponieważ:

1. znów zwyciężył mój brak systematyczności, a niedawno - milionowy raz zresztą - zabroniłam mu wodzić mnie na pokuszenie. Miałam pisać każdego dnia, a od niedzieli cisza w eterze; właściwie pustka na ekranie. Na swoje usprawiedliwienie mam jednak fakt, że tym razem o żadym pokuszeniu nie było mowy. Tym razem był (była??) ARBAJT i to for free. Późno się za to zabrałam, gdyż wcześniej sądziłam, że abstakt referatu może być tylko po pl, więc nic się nie stanie, gdy wyslę go dzień  przed upłynięciem terminu zgłoszenia; a tu ZONG. O 14 dowiedziałam się, że jestem w błędzie, potem miałam rehę [czyt. rehabilitację]a jeszcze potem udzielałam się dydaktycznie. Kolejnym etapem była kolacyjka, łazienka i tym sposobem zabrałam się do pracy o 23, a skończyłam o 03.03 [oł fuck]. I to bez wynagrodzenia, bo tłumaczyłam swój własny tekst, przecież sama sobie płacić nie będę. W trakcie psioczyłam na samą siebie, że pisząc pierwej ten głupi abstakt referatu po polsku nie używałam prostych, pojedynczych zdań. Wrrr zachciało mi się błyszczeć elokwencją i teraz jego niemieckie tłumaczenie musiało niestety też być hołhgehołben. Jednak abstrakt to mały pikuś w porównaniu z wizją stworzenia całego naukowego referatu, a już prawdziwy armagedon w mej głowie powstanie, gdy zostanie on zakwalifikowany i będę musiała pojechać na konferencję do Łodzi, przez tydzień wyginać język na nauowych warsztatach a całość uwieńczyć wygłoszeniem mego referatu. Moze powinnam sie modlić, by się nie zakwalifikować...?:/ 

2. sprawiłam przykrość akurat temu Komuś, Komu nie powinnam była jej sprawiać i to tym bardziej w walentynki. Paradoksalne jest to, że gdy czuję, że ktoś chce, wówczas czuję, że ja nie chcę; a gdy czuję, że ja chcę, to jednocześnie czuję, że to chcenie jest tylko z mej strony. Rozumiecie coś z tego??? Bo ja nie...:/

niedziela, 13 lutego 2011
a niedziela...

a niedziela jest dniem, gdy można bezkarnie spać do południa i wieczorkiem iść na browarka do ulubionego pubu. W mym przypadku ulubiony ma dużo szersze znaczenie i jest wzbogacony o przymiotnik bezschodowy. Na szczęście kilka ich w mym mieście jest, nawet takie, w których wciąż można bezkarnie robić tę brzydką czynność na pe. I ja, mimo sporych zaległości an der Uni, miałam dziś takie plany. Jak zwykle jednak, gdy coś już jest zaplanowane, to inne coś w wyrafinowany spoosób to chrzani. Niestety, mały brzdąc od mej funfeli rozłożył się na dobre i biedaczek w nocy hajcował do 40 stpni. W tym wypadku nici dziś z naszego babskiego spotkania przy pifku. Oby małemu szybko przeszło, bo się maluch męczy, a poza tym mi i Jego mamusi serio ciężko znaleźć czas by się spotkać.

Dla poprawy humorku i rozgrzania swego bolącego kręgosłupa idę się trochę poopalać. Z racji tego, że nie jestem mieszkanką Californii- sztucznie. Ech tak mi strasznie brakuje słońca i ciepła, że pewnie nawet ze starym i brzydkim sponsorem pojechałabym na Malediwy:) Żart, dzołk, wic.

16:52, znow_ruda_gl
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 lutego 2011
czi, dwa, jeden, zero...

START, zaczynamy

Właściwie zaczynam, logicznie myśląc powinnam napisać to w l.poj. Mój umysł nieproporcjonalnie do zawodu belfra, nigdy jednak nie lubiał być ograniczany ramami logiki. Tym bardziej sercu nie jest ona na rękę. Poza tym jeżeli już zmuszę się do jakiejkolwiek logiczej analizy, to ta l.mnoga nie jest tak całkowicie pozbawiona sensu. Jestem JA i jest On lub jak kto woli Ono. Niestety nie żaden książę na białym rumaku ani żaden pachnący mlekiem mały, różowiutki człowieczek. Dokonajmy zatem oficjalnego powitania. Drodzy Państwo [tratatata- werble] oto On- mój zanik mięśni. Innym wtajemniczonym, szczególnie tym obcym zza naszej granicy, znany jest jako SMA- czyli Ono. Mój jest wredny, ten pierwszy typ. Pierwszy wcale nie oznacza najlepszy, tu - wręcz przeciwnie. Jest ze mną od zawsze i wszędzie; nie chce się odczepić, nawet w śnie. Jest mi bliski ale wcale go nie kocham, jednak nie nienawidzę. Czasem jestem na niego zła, bywam wkurv...na, szczególnie zimą. Latem bywa dla mnie milszy, ja dla niego też. Mimo ciągłych wojen ze sobą tolerujemy się wzajemnie, nie mamy innego wyjścia....  

On jednak nie będzie tu głównym bohaterem, tu erste skrzypce gram ja. Zobaczcie, jaki mam SMAk na życie, nawet po 30tce!

1 ... 56 , 57 , 58 , 59
 
O autorze
Zakładki:
Fundacja Razem Łatwiej
1 % podatku
Biżuteryjnie
BOS czyli biały owczarek szwajcarski i inne psiaki
CHCESZ MI POMÓC?
Chiny w blogach
Dorośli z SMA
Dzieci z SMA
Felietonistycznie
JA I MEDIA
KONKURS BLOG ROKU 20014
KONKURS TEKS ROKU 2014
Kulinarnie
Moje miasto
Orif
Podróże a niepełnosprawni
POMOC INNYM
POMOGLI MI
POMÓŻMY ZWIERZAKOM
SMA w trawie piszczy czyli linki godne uwagi
Tu możesz mnie czasem spotkać
Ulubione blogi pamiętnikowe
Zespoły grające dla mnie charytatywnie
Agnieszka Filipkowska

Utwórz swoją wizytówkę
Post użytkownika Koka i ja.