|
czwartek, 17 maja 2012
Multikulti
Coraz mniej mam czasu na pisanie, bo dwa dni temu przyjechali kolejni Polacy. W sumie jesteśmy już tu zwartą ekipą powstałą z trzech familii. Jak tak dalej pójdzie to założymy tu związek solidarnościowy i będziemy skandować „my nie chcemy akupankczer”. Na naszym pietrze juz są zatem 3 rodziny z Polski, 1 z Francji, 1 z Maroko, 1 z Indii i 1 z Brazylii i w ciul Chińczyków, którzy nie są leczeni komórkami. 30 tys. dolców od jednej rodziny na miesiąc …. chyba mogliby stworzyć osobny oddział i nie byliby na tym stratni, nie sądzicie?
poniedziałek, 14 maja 2012
Medyczne innowacje
Jadąc tutaj największego pierdla miałam przed kroplówkami. Znając konfigurację pt. moje żyły, a polskie wenflony nie zapowiadało się to dobrze. Zresztą nawet już byłam przygotowana psychicznie na to, że będę prosić o jednorazowe zrobienie mi wkłucia centralnego. A tu niespodzianka i to miła. Nie mają tu weflonów tylko takie bardzo cieniutkie jednorazowe igiełki, które wystarczają na jedno podanie i potem to wyciągają. Jeżeli moje żyły to wytrzymują, a i ból jest praktycznie żaden w porównaniu z domięśniowymi zastrzykami z myszy czy nawet z akupankczer, to jest very good. Wygląda to może mało profesjonalnie ale działa lepiej niż polskie wenflony. Efekty kuracji najwcześniej w SMA mają prawo sie pojawić dopiero z 3 miesiące po. Narazie mam znikome skutki uboczne - blednę na ok 3 h po podaniu i na drugi dzień jestem ciut słabsza ale to normalne – tak mówi moja pani doktor.
sobota, 12 maja 2012
mysz a dupa
Kroplówki to nic w porównaniu z domięśniowymi zastrzykami z nerwów myszy. Mają one pomoc rosnąc nowym komórkom macierzystym we mnie. Samo podawanie jest bolesne ale dopiero po kilku godzinach dupę mi rozrywa. Po serii dwudziestu będę chyba chodzić bez majtek, bo juz boli mnie ich ubieranie.
piątek, 11 maja 2012
medyczna fotorelacja
22 igly akupunktury i to pod pradem kroplowki foot washing z czajnis medicin na opuchniete nogi
czajnis medicin do picia- wyglada jak odchody i tez tak smakuje###
środa, 09 maja 2012
Wyprawa
Mieszkamy na wyspie, która jest totalnym zadupiem. Poza uniwerkami i szeregiem akademików praktycznie nic tu nie ma. Do miasta jest ok. 60 km, zatem by tam dotrzeć trzeba się posłużyć albo siedmiomilowymi butami albo komunikacją miejską albo autem. W autobusach są schody, a metro sobie tutaj odpuściłam, gdyż wszyscy tu na około ostrzegają mnie, ze przez to ich narodowe plucie to siedlisko wirusów i bakterii no a ja nie mogę się teraz niczym zarazić, bo musiałabym przerwać kuracje i wszystko poszłoby na marne. W klinice jest samochód do wynajęcia ale niestety tylko osobowy, wiec mój wózek nie wejdzie, zwykle taxi tez są tu tylko male. Jedynym wyjściem jest wypożyczenie vana z kierowca. Dzięki pomocy tutejszej polskiej super rodzinki udało nam się wczoraj wybyć takim autem z tego Alcatraz i zwiedzić 2 chińskie świątynie五仙观 Wǔ Xiān Guān - Wu Xian Guan Temple, adres Weifu Xi Lu i nr 2 陈家祠 Chén Jiācí - Chen Clan Academy, adres Zhongshan 7 Lu, (ta jest w pełni przystosowana do osób na wózkach), a na koniec pojechaliśmy na małą wyspę, która jest jakby europejską dzielnicą z XVIII wieku, czyli na 沙面岛 Shāmiàn Dǎo - Shamian Island. Tam poszliśmy z naszym niemieckojęzycznym Chińczykiem Alexem na dobra kawkę i ciacho i o 20 wróciłyśmy do szpitala. Dzisiaj nie wychylam nosa stąd i grzecznie poddaje się wszelkim torturom.
poniedziałek, 07 maja 2012
Kroplówki
dziś dostałam drugą kroplówkę z komórkami macierzystymi. Te wkłucia do żyły nawet nie są takie straszne jak myślałam. Tak, jak pisałam wcześniej, robi to tu nie na wenflonach, lecz na cienkich igiełkach i np. dziś wkłuła mi się perfekcyjnie za pierwszym razem. W dni kroplówkowe nie mam nic innego oprócz nich i stymulacji bioprądem no i foot wasching wieczorem. Jednak mimo małej ilości zajęć nie mogę wybywać poza obiekt szpitala, zatem dziś pełen relax i odwiedziny mieszkającej tu miłej rodaczki.
niedziela, 06 maja 2012
Cenzura
Wystarczyło, bym przez jeden tydzień dziennie wchodziła na stronę swojego bloga, by i mnie dopadły macki chińskiej cenzury. Przez ponad godzinę męczyłam się z programem blokującym te ich durne zabezpieczenia i udało się – oto znów jestem w blogowym świecie. Ba, nawet więcej – działa mi FB! Mam jednie nadzieję, ze
sobota, 05 maja 2012
Przygody
Będąc gdziekolwiek za granicą oczywiście zawsze mamy rożne przygody i spotykają mnie dziwne rzeczy. Ten wjazd – mimo tego, że nie można go absolutnie nazwać urlopowym – nie odbiega od tej reguły. Wczoraj poszłyśmy z Polakami z pokoju obok (są tu akurat w tym samym czasie na leczeniu ze swoją córeczką) do czegoś, co szumnie nazywane jest shopping center, a tak na prawdę to jedna fajna kawiarnia, pizza hut i kfc, 2 nawet niezłe sklepiki ze sportowymi ciuchami i hala targowa z chińskim badziewiem typu szmelc, mydło i powidło. Dodam, że droga tam zajmuje ok. godziny pieszo a po drodze nie ma ZUPELNIE nic, ani jednego kiosku czy sklepiku. Nasza klinika jest na takiej jakby wyspie,
czwartek, 03 maja 2012
O medycynie po chińsku
Na początku miałam robione szereg badan, najpierw pobierali mi krew, a piguła, która to robiła tak sprawnie wkłuła mi się do żyły, że prawie nic nie poczułam. Następnie robiono mi RTG; USG. Jestem juz po pierwszej kroplówce z komórkami macierzystymi, a w sumie mam ich dostać sześć. Nie zakładają tu takich wenflonów jak w Polsce, działają tu na takich bardzo cieniutkich igłach, które po kroplówce wyciągają. Samo wkłucie nie boli aż tak ale gdy podłączały mi kroplówkę to udało im się to dopiero za drugim razem. Jednak i tak obawiałam się, że będzie dużo gorzej. Oprócz tego dostaje dziennie dodupnie jakiś zastrzyk, który ma pomóc rosnąc we mnie tym nowym komórkom macierzystym. Do tego piję dziennie jakieś ich niewyobrażalnie niedobre zioła, po których mój żołądek tańczy kankana , mam rehabilitację, ziołowa kąpiel na opuchnięte stopy i akupunkturę na ręce i nogi. Niestety od kilku dni jestem dosyć mocno osłabiona i nie wiem czy to kwestia tego, że ostatnie pól roku w czasie zimy przesiedziałam w domu, czy może wręcztropikalnego klimatu tutaj - jest tu ok osiemdziesiąt procent wilgotności w powietrzu - czy może właśnie to kwestia akupunktury. Nie ukrywam, że bardzo mnie to martwi. Sama opieka w klinice jest bardzo dobra. Dziennie mam mierzone ciśnienie i temperaturę, a mówiący po angielsku koordynatorzy dbają o to, by nam niczego nie zabrakło - robią zakupy i pomagają zamówić jedzenie, bo tu w klinice niema wyżywienia.
wtorek, 01 maja 2012
Polak Polakowi …kumplem
Dzisiaj miałam bardzo mile popołudnie. Przyjechali mnie odwiedzić poznani na necie Polacy mieszkający w Guangzhou. Nawet nie wyobrażacie sobie jak miło jest pogadać na luzie z kimś sympatycznym w swoim własnym języku nie musząc wyszukiwać w głowie z zakamarków językowej pamięci dawno zapomnianych slow. Mam nadzieje, ze tych miłych wspólnych spotkań będzie więcej. Od jutra zaczynam kroplówki z komórek. Ponawiam prośbę o trzymanie kciuków za moje mizerne żyły. Oprócz tego mam codziennie elektrostymulację, rehabilitacje, a w te dni, w które nie mam kroplówek mam akupunkturę, której z pewnością nigdy w życiu nie będę fanką. |
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
1 % podatku
Biżuteryjnie
CHCESZ MI POMÓC?
Chiny w blogach
Dorośli z SMA
Dzieci z SMA
Felietonistycznie
JA I MEDIA
Kulinarnie
Moje miasto
Orif
Podróże a niepełnosprawni
POMOC INNYM
SMA w trawie piszczy czyli linki godne uwagi
Tu możesz mnie czasem spotkać
Ulubione blogi pamiętnikowe
![]() Utwórz swoją wizytówkę |